Strona Główna

Ankieta randkowa

Fotorandka

Lifestyle magazyn

Zarejestruj się teraz

Wszystkie artykuły Wszystko o randkowaniu Zdrowie i uroda Czas wolny Recenzje

Ikigai - japońska sztuka szczęścia, receptą na zdrowy związek?

20.sierpień 2018
Ikigai - japońska sztuka szczęścia, receptą na zdrowy związek?

Nowy trend promujący „japońską sztukę szczęścia”, który wyparł hygge i króluje nie tylko w kolorowej prasie, ale również w Internecie. Czy naprawdę znaleźliśmy przepis na udane życie? A może to kolejna próba rozbudzenia w nas konsumpcyjnych pragnień?

Masz jeszcze schowany w szafie hygge w jelonki? Albo robione na drutach ciepłe skarpety? A może świecie, których do tej pory jeszcze nie miałeś ochoty ani możliwości zapalić? Nietsety, musisz spojrzeć prawdzie w oczy: wraz z Tobą wyszło z mody jakieś czterdzieści procent zawartości każdego pokoju w Twoim domu. Nie zapominajmy też o tym, że kurz i niechciane rzeczy przyciągają jak magnes wszelkiego rodzaju nieszczęścia. Przynajmniej tak uważa ikona nowego życiowego trendu Hideko Yamashita. Jeżeli to nie przekonalo Cię do pożegania się na dobre ze swetrem, który miałeś na sobie może dwa razy, to na pewno zrobi to Marie Kondo, bliżej znana polskim czytelnikom. Jej złota myśl brzmi: „Można powiedzieć, że sprzątanie porządkuje umysł, a czyszczenie go oczyszcza”.

Czym w takim razie jest ikigai?

Ikigai to innymi słowy „japońska sztuka codziennej radości” i „japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”. Ten fenomen wyparł jeszcze do niedawna tak modne hygge i króluje w prasie, blogach i mediach społecznościowych. Autor książki „Ikigai. Japońska sztuka szczęścia” Ken Mogi stwierdził, że „ikigai to słowo określające przyjemności i istotę życia”. Do tego wszystkie dodaje: równowagę pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, umiejętne funkcjonowanie we wspólnotach, radość z rzeczy małych, akceptowanie siebie, bycie tu i teraz, docenianie tego, co przemija, harmonię i trwanie.

Czy to naprawdę działa?

Wszystkie te idee powinny nam brzmieć znajomo. Takie same cele bowiem chcą osiągnąć wszelkiej maści coache, trenerzy mindfulness i inni specjaliści od psychologii. Czym się w takim razie różni ikigai od coachingu? Można by powiedzieć, że jedynie terminowością. Co mamy na myśli? Otóż w świecie ikigai nie wybierasz się na spacer, lecz uprawiasz shinrin-yoku, czyli tzw. kąpiel w naturze. Nie sprzątasz – praktykujesz dan-sha-ri lub tokimeki. Wyszczerbiona filiżanka umożliwia Ci zaś kontemplowanie wabi sabi (będącą estetyką tego, co smutne, przynosząca nam zdrowie umysłowe). W wielkim skrócie można też powiedzieć, że ikigai to po prostu „coś”, po co żyjemy, nasz powód by co rano wstawać z łożka. Dla jednych będzie to praca, dla innych rodzina lub podróżowanie. Cała ta medialna otoczka wokół wszystkich zasad ikigai to tylko sposób na przyciągnięcie nowych zainteresowanych. Próba sprzedania sposobu na szczęście, która jak wiemy najlepiej sprzedaje się kiedy dorzucimy do niej kilka ciekawych słów z obcego języka. Skąd to negatywne podejście? Otóż choćby dlatego, że autorami większości książek o Ikigai nie są wcale Japończycy. Oni mają te same zmartwienia, co my w Polsce, nikt nie wstaje z myślą „W którym miejscu diagramu ikigai się właśnie znajduję?”. To wymysł marketingowców, a nie japońskich ekspertów od przepisu na szczęście.

Jaki jest przepis na szczęście?

Nie ma żadnego sprawdzonego przepisu na szczęście. Każdy z nas ma swój własny, swoje własne zainteresowania i potrzeby, jak duchowe, tak fizyczne. Zastanów się nad tym, co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze i postaraj się poświęcać temu jak najwięcej czasu. Przepis na szczęśliwe życie, pełne radości i sukcesów musimy stworzyć sami. Najlepiej zacząć od znalezienia tej odpowiedniej drugiej połóweczki, z którą będziesz szczęśliwyZarejestruj się więc na naszym portalu randkowym i umów się na pierwszą randkę!

[rox]

Udostępnij ten artykuł na: